Jeszcze nie kumam, kto się sprzymierza
Jeszcze się zmóżdżam, dokąd to zmierza
Jeszcze nie wierzę, co było za Tuska
Nadal się pytam, czy to Buda Ruska?

Jeszcze Bronisław chce oddać lasy
Przecież niczyje – państwowe
Jeszcze Rostowski sięgnie do kasy
Zostawi pensje głodowe
Jeszcze Donald się spali ze wstydu
Za swoją z VATem postawę
Jeszcze Platforma – ni słychu ni widu
Rzuci nam nagle Kidawę

Jeszcze Senyszyn głupoty plecie
W temacie Boga Pana
Jeszcze Jażdżewski jątrzy w gazecie
Da się klonować barana?
Jeszcze Wenderlich, jak liszaj, który
Czego nie rozumie gada
Jeszcze i Hartman, jak zwykle bzdury
Swoje z Krakowa dokłada

Jeszcze we fankach nie spadnie rata
Jeszcze ktoś zagra nam tra-ta-ta-ta
Jeszcze Arabin w skroń nam przystawi
Ciągle pod mur nas pragną postawić?

Jeszcze nam Budka, mimo że pusta
Bez psa głośno zaszczeka
Jeszcze Jachira zrobi performance
Nasra na głowę człowieka
Jeszcze się Janda oburzyć zdąży
Srebrników będzie za mało?
Jeszcze się Owsiak ostro odgryzie
Waląc cię sercem jak pałą

Jeszcze Sikorski jada wystawnie
Przepija na nóżkę drugą
Jeszcze Engelking kłamie wciąż jawnie
Rzygnie ci szeroką strugą
Jeszcze Boczarska pogłaszcze chromych
Tych zruga, co chcą uwłaczać
Jeszcze Dulkiewicz za wypędzonych
Mordercze winy roztacza

Jeszcze wypełznie mętna ohyda
Jeszcze ktoś Niemcom Gdańsk może wyda
Jeszcze tak cicho, larum już grali
Czy dziś miernota tura powali?

Jeszcze Poncyliusz zagra Piłata
Obmyje sobie dwie ręce
Jeszcze Vincencik, hej tam do kata
Bezczelnie bluźnie w podzięce
Jeszcze ksiądz Sowa kręci i plącze
Czy kiedyś się wyspowiada?
Jeszcze Mazguła, komusze pnącze
Ciamajdan nam zapowiada

Jeszcze łka Petru – kodu mądrala
Sru dyrdymały po Andy
Jeszcze Czuchnowski śmiecie wydala
Ta tuba ich propagandy
Jeszcze Seweryn groźnie rymuje
Jak gromem strofami razi
Jeszcze Lis Tomasz Polaków szczuje
Obcy już z niego wyłazi

Jeszcze kolejne strute wywiady
Jeszcze u Sowy sute obiady
Jeszcze się nażrą, setą popiją
Potem watahy sierpem dobiją?

Jeszcze Radosław pannę obraca
Co przyszła robić kontrolę
Jeszcze Gronkiewicz nie zbrzydła praca
Czyściciel? Co tam, pierd…
Jeszcze dyr. Śpiewak lament podnosi
Bo znowu mu się przyśniło
Jeszcze Kwaśniewski za nas przeprosi
Aż zrobi mu się tak miło

Jeszcze Majeczce łosie uwierzą
Lecz tylko w parku strzeżonym
Jeszcze na Szczerbie włosy się zjeżą
Kiedy pleść będzie androny
Jeszcze Żakowski w blasku się pławi
Fleszy, bo nie w mądrości
Jeszcze Daś Michnik niemal się dławi
Bezsilny jest w swojej złości

Jeszcze dumają njusy złowieszcze
Jeszcze ułuda, że miną dreszcze
Jeszcze wspomnimy wczorajsze traumy
Ciągle pamiętam… Kto figę dał mi?

Jeszcze Schetyna zęby naprawi
By lepiej uśmiech udawać
Jeszcze Bronisław znów nas rozbawi
Lub bon mot powie Kidawa
Jeszcze Dorn Ludwik na PIS pomstuje
Dasz wiarę, jak nisko upadł?
Jeszcze Sienkiewicz nam wymachuje
A za nim kamieni kupa

Jeszcze Kopaczka, co kamieniami
Trafia dinozaury w głowy
Jeszcze Klejff Jacek na nerwach gra mi
On wielce jest białogłowy
Jeszcze Kwiatkowski premie zaliczy
Licząc, że nikt się nie dowie
Jeszcze Borusek lotów nie zliczy
Wszystko tu stoi na głowie

Jeszcze w swej pysze znów przeholują
Jeszcze w przekupstwie zagalopują
Jeszcze pokażą prawdziwą swą twarz
Nie daj się nabrać… Ty wybór masz!

Jeszcze Wałęsa jak Zeus zagrzmi
Gdy wróci z Marsa z podróży
Jeszcze i Hołdys jak cymbał zabrzmi
Choć mógłby jak bęben duży
Jeszcze Rzepliński pokaże wała
Poseł Lichocką skasuje
Jeszcze Gesdorfu kraina ciemna
Pochłonie te marne… tuje

Jeszcze Friszke hen ujrzał Gestapo
Jak łatwo im to przychodzi
Jeszcze ów sędzia, co lepką łapą
Zwinie dych pięć i wychodzi
Jeszcze Gross Rosen chętnie zapewni
Lecz nie oczekuj, że w szklarni
Jeszcze na śmietnik, trafi bohater
Bo historycy z nich marni

Jeszcze czas będzie tej ze snów chwili
Jeszcze na moment życie umili
Jeszcze podadzą sam chleb z musztardą
Znowu obśmieją politykę hardą?

Jeszcze oddadzą za łyk soczewicy
Prawo do pierworództwa?
Jeszcze przyprawią gębę prawicy
Nie chcą dobrego przywództwa
Jeszcze budują gabinet cieni
Państwa teoretycznego
Jeszcze się łudzą: „nic się nie zmieni”
Nie martw się o to kolego

Jeszcze wypuszczą na ciebie sfory
Latami dobrze szkolone
Jeszcze interes ubiją spory
Sprzedadzą i własną żonę
Jeszcze niejeden wywinie numer
Taki, że oko zbieleje
Nie będzie mowy o żadnej winie…
A krew cię znowu zaleje

Jeszcze zapłaczą, gdy przyjdzie trwoga
Jeszcze powrócą kiedyś do Boga
Jeszcze spryskują się czymś na kleszcze
Na razie chyba końca nie wieszczę
Jeszcze…
Jeszcze…

15/09/2019

Opublikowane przez Kristoff

Jestem, więc myślę.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: