„Ja mówię, żeśmy narodem niedouczonym”
– Rzecze Stuhr artysta z uśmiechem przyklejonym.
Mądrość jego zaszczytem? Nierozum zakałem?
Chwilę się zastanowię, bo myśl gdzieś podziałem…
„Jakbyśmy uczeni obywatelsko byli,
To głupstw byśmy aż tylu ciągle nie robili”.
Peroruje zawzięcie, jak trajkotka gada,
Co rusz jakieś nonsensy nam tu opowiada.
Chronić się od głupstwa ludzie z dawien chcieli,
Gęby zwykle na kłódkę trzymać nie umieli.
On się krępuje – takiego szukać ze świcą
– Ale mówić po polsku, gdy jest za granicą.
Decyzji władz tłumaczyć nie chce przy śniadaniu,
A każdy o to pyta przy pierwszym spotkaniu.
Polaków bardzo jest ciekaw boy hotelowy:
Czy lubią karę śmierci, tortury, okowy?
Ze swojej mądrości wielce jest aktor dumny,
Serwując nowy wywód coraz mniej rozumny.
Zwolennicy PiSu – czy mieści się to w głowie?
– „Z pewnością chłopów folwarcznych to potomkowie”.
„Mam taką teorię” – tu rzuca w bok spojrzenie
– „Dziś za wielowiekowe mszczą się ciemiężenie”.
Lis zachwycony słowami autorytetu:
„Wśród chłopów są tacy, co nadal chcą odwetu”,
W myślach widzi już siebie w wielkim gabinecie,
W tym czasie Juruś swe duby smalone plecie;
Ludu „antysemityzm absurdalny” widzi!
Z jakiej przyczyny? Toż przecież „znikli stąd Żydzi,
Już ich nie ma” – w lustrze on siebie nie ogląda?
„Niechęć zaś pozostała” – w głowy nam zagląda…
Dostrzega patriotyzm – taki „histeryczny”
Ma ten Stuhr dar wielki, niezwykły zmysł magiczny.
Ewangelie wyłoży lepiej niż biskupi;
Pytanie, czy ktokolwiek te wykłady kupi?
On „Płytki katolicyzm” widzi z odległości,
Ciekawe, co też powie w temacie polskości?
Jak ją kocha i jednocześnie nienawidzi;
Puszy się, nadyma, ni trochę się nie wstydzi,
Jedzie po bandzie w tekście na łamach „Newsweeka”.
Przystoi to? Pytaj dziwki lub szabrownika.
Aktor głośno prawi, więc zgraja zasłuchana,
A ten tokować może do białego rana.
Widać już wyraźnie, że ludzi ma w pogardzie,
Jest artysta ten wielki przecie w awangardzie.
Szerokie rzesze głęboko ma w poważaniu,
Czy będzie żył już wiecznie w takim przekonaniu?
Biedak już nie może myśleć o polityce,
Chyba że się poskrobie mocno w potylicę;
Większość tak jak on myśli – pewna to jest sprawa,
Na festiwalach przecież biją gromkie brawa.
W listach, których są fury, ślą same peany;
Te głosy wywołują w nim euforii stany!
Dopieroż tym tryumfem głupiec uwielbiony,
Gdy śmiech nasz usłyszy, zamilknie przelękniony?
Czy łgać, bredzić wciąż będzie, a w zgrai nacisku
Przyjmie mądrości aplauz oraz sławę w zysku?
„Ci politycy… mamią i nas okłamują”,
Ale tamci, bo nasi, dobrze się sprawują.
Raz w „Faktach po Faktach” tak sobie gawędzili
Na los Rzeczy Pospolitej tak biadolili.
Ze Stuhr-synem często, to z bliska, to z daleka,
Gdy nie może ukąsić, jak szczekał, tak szczeka.
W TVN-ie korzyści, rozkosz większa z wiekiem,
Aktor kontent, bo czuje, że jest wielkim człekiem.
Ci, których odpowiednia w sądzeniu rzetelność
Dostają tam zaraz patent na nieśmiertelność.
Indy, Persy i Medy, Party, Baktryjany
Zwyciężył Aleksander. Więcej zawołany
Nasz sztuhrnięty bohatyr, zdziałał i dokazał,
Opłacony szczodrze, dawne dzieje zamazał.
On już w nic nie wierzy, w żadne plany naprawcze;
Jego słowa, a jakże, mają siły sprawcze.
„Sparzyłem się na władzy, kłamstwo zobaczyłem”,
Potem dużo grałem i co nieco utyłem;
„Nie organizujmy wyborów w ten czas klęski”,
Konstytucję mus złamać – jego wybór męski!
W stanie wojennym wiedział, że „junta nas wzięła
za gardło” bezprawnie i tak długo cisnęła;
„A tu się udaje, że dla naszego dobra”
– zżyma się i syczy jak filistyńska kobra.
„Nie dla naszego to dobra” – biada Stuhr Jerzy,
Wielce jest zasępiony, on w to wszystko wierzy!
„Niech robią te wybory” – król Maciuś wtóruje
”Ja już nie walczę, ja się z tego wypisuję!
Walczyłem dość przez lat pięć i to nic nie dało”
Tyle potu i łez, ech… ledwiem uszedł cało.
„Nie pójdę na te wybory”, droga Pochanke;
Mineralną dopiwszy odstawia swą szklankę.
„Życie mi miłe. Milczenie jest współudziałem
w zbrodni” – ja Stuhrnięty głośno to powiedziałem!
Sławą im płacą – za wszystko w świecie się płaci,
Na wizji bzdety plecie, sławę swą bogaci.
Oni już za życia chcą wejść na piedestały;
Cóż im po uczciwości, pieniądz to zastały.
Wszyscy mądrzy – nikt siebie prawdziwie nie widzi,
Czym nie jest, tym być pragnie, czym jest, tym się brzydzi.
Pełno w świecie obłudy, ta się wszędzie wkrada,
Widzisz zacną osobę, ona głupstwa gada;
Czemu znowu to robi, wciąż zachodzisz w głowę,
Jakie ma intencje, sprzedając hej tu mowę?
Nie nowina, gdy głupi mądrego przegada;
Dziś, jak niegdyś, uczony nic nie odpowiada.
Bredzić każdy może, lepiej lub trochę gorzej,
Lecz czemu każdą bzdurę opowiedzieć może?
Powtórzę za Ignacym, żeby nie być dłużnym:
„Wiesz, dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz jest próżny”.

Ignacy Krasicki in memoriam

Opublikowane przez Kristoff

Jestem, więc myślę.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: